bcc
menu
bcc
strona strona główna mapa mapa serwisu
NASZA SIEDZIBA
mapa
Regionalny patent na firmę

 Warmia i Mazury: w dół czy w górę?

— Młodzi ludzie muszą wierzyć, że na rynku jest miejsce dla każdego. Warmia i Mazury to region, gdzie można się rozwijać — mówi Janusz Skowroński, właściciel firmy Tewes-Bis z Barczewa, która produkuje urządzenia dla przemysłu mleczarskiego. To kolejna rozmowa w naszym cyklu Warmia i Mazury: w dół czy w górę?
— Ufundował pan nagrodę dla najlepszego studenta ekonomii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.— Warto inwestować w młodzież. Sam nigdy nie bałem się zatrudniać młodych ludzi po studiach. Pracuje u mnie 50 inżynierów, a ja sprzedaję polską myśl techniczną. To mnie najbardziej satysfakcjonuje.

— Dziś młodzi ludzie kończą studia i nie znajdują dla siebie miejsca pracy. Idą na bezrobocie. Co by pan im poradził?
— Muszą wierzyć, że jest miejsce dla każdego. I pamiętać, że do wszystkiego dochodzi się powoli, krok po kroku. Nie od razu będą mieli mieszkanie, samochód, a takie mają oczekiwania. Ja też do wszystkiego doszedłem powoli.

— Pana firma wyrosła z połączenia myśli naukowej z rolnictwem, czyli z innowacji, która dziś jest bardzo na czasie.
— Punktem zwrotnym w historii Tewes-Bis było wypuszczenie zmechanizowanej linii do produkcji twarogu. Taki cel postawił sobie prof. Zbigniew Śmietana z ówczesnej Akademii Rolniczo-Technicznej, który ze mną współpracował. Namawiał mnie do zaprojektowania i produkcji takiej linii. Wówczas istniały już różne maszyny, ale prymitywne, a twaróg, który z nich schodził, miał krótką datę przydatności, tylko 48 godzin. Pierwszą zmechanizowaną linię postawiliśmy w spółdzielni mleczarskiej w Michowie w województwie lubelskim. Od tego momentu nasza firma miała swój patent na życie.

— Najgorszy moment w pana firmie?
— Myśli pani, że ten ostatni kryzys? Nie. W roku 1998, gdy dopiero rozwijałem firmę, właściciel hali w Olsztynie, gdzie miałem ulokowaną produkcję, wymówił mi dzierżawę. Miałem miesiąc na wyprowadzkę, a produkcja zbiorników dla mleczarstwa musiała iść. Rozstawiliśmy namioty foliowe w Barczewie i ludzie tam pracowali. Przez dwa miesiące nikt nie dostał pensji. I nikt się nie zwolnił. Wszyscy zostali ze mną. Okazało się, że największą wartością mojej firmy są ludzie.

— Zanim pan wypuścił pierwszą linię z Barczewa w świat, odbył pan długą drogę.
— W latach 70. mieszkałem i pracowałem na Śląsku, w Gliwicach. Byłem inżynierem, mechanikiem-energetykiem, skończyłem tam studia. Kiedyś odwiedziłem w Olsztynie kolegę ze szkolnych lat. Powiedziałem mu, że chciałbym tu zamieszkać, bo tak mi się podobają jeziora i lasy. A on na to: właśnie ukazało się ogłoszenie, szukają inżyniera do budowy ciepłowni w Kortowie. I zawiózł mnie do dzisiejszego MPEC-u. I 1stycznia 1978 roku przeprowadziłem się do Olsztyna z żoną i synem.

— Wybudował pan tę kotłownię?
— Wybudowałem, uruchomiłem.

— A potem?
— Po kilku latach tworzyłem od podstaw jedną z pierwszych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością w Olsztynie. Produkowaliśmy urządzenia, spektrometry, wykorzystywane w przemyśle zbrojeniowym dla Związku Radzieckiego. Sam wymyśliłem nazwę: Tewes. Jednak po kilku latach Związek Radziecki nie chciał już kupować spektrometrów, firmę musiałem zamknąć. I wtedy prof. Zbigniew Śmietana z Wydziału Technologii Żywności namówił mnie, żebym założył swoją spółkę.

— Czym pana przekonał?
— Już wtedy, w 1991 roku, wiedział, że Polska będzie się zmieniała. Wprowadzę cię w świat mleczarstwa. Mówiłem: przecież nie jestem mleczarzem. Miałem 1000 złotych i to był nasz kapitał założycielski. Zachowałem nazwę Tewes, tylko dodałem Bis. Zaczęliśmy od drobnych remontów, a prof. Śmietana dotrzymał słowa: wprowadził mnie w świat mleczarstwa. Tylko dzięki własnej pracy i zatrudnionych u mnie ludzi doszliśmy do punktu, w którym dziś jesteśmy. Mam dziś fabrykę, w której pracuje prawie 140 osób, sprzedajemy maszyny i urządzenia do co najmniej 20 krajów świata.

— Ryzykował pan.
— Bardzo chciałem mieć pracę. Poza tym, gdy coś zaczynam, wierzę, że mi wyjdzie.

— Skąd w panu taka siła?
— Nie wiem.

— Może jest pan religijny?
— Jestem i to bardzo. Nie wstydzę się tego powiedzieć.

— Może dostał pan z rodzinnego domu taką pewność siebie?
— Widziałem, jak moi rodzice walczyli o mojego brata, który, mając półtora roku, zachorował na Heinego Medina. Wtedy nie było jeszcze szczepionek. Widziałem, jak robili wszystko, by funkcjonował. Przez całe życie żyli dla nas. To ich oddanie ukształtowało mój charakter.

— Pana największy sukces?
— To, że zaraziłem najstarszego syna firmą. Od dwóch lat daję mu swobodę. Podejmuje odważne decyzje. Ja pewnie bym się bał. On zgromadził wokół siebie młode wilki. Wspieram go.

— Jak pana firma przeszła ubiegłoroczny kryzys? Stracił pan wiele kontraktów na Wschodzie.
— Tak, ale postanowiłem: albo nam się uda, albo wszyscy padniemy. Podjęliśmy z synem decyzję: nikogo nie zwalniamy. I daliśmy ludziom pracę: budowę linii do serów żółtych w ruchu ciągłym. Nie było to dochodowe, robiliśmy to pierwszy raz, ale ludzie mieli zajęcie. Linia już pracuje w jednym z zakładów w Polsce, firma została wzmocniona, a my dla mleczarstwa jesteśmy gotowi wyprodukować wszystko.

— Współpraca z uczelnią to był pana atut?
— Tak, wielki. Nie ma drugiego tak dobrego wydziału mleczarskiego w Polsce. Chlubię się naszym uniwersytetem wszędzie, gdzie jestem.

— Na Warmii i Mazurach odnalazł pan swoje miejsce.
— Kocham tu być. Dopiero w 2004 roku wybudowałem dom. Wcześniej nie było mnie stać, wszystkie pieniądze ładowałem w firmę. Teraz mógłbym godzinami siedzieć i patrzeć na las, ale jeszcze nie czas na to.

— Umie pan odpoczywać?
— Kiedyś nie umiałem. Przyjeżdżałem o 11 w nocy, kładłem się i o trzeciej nad ranem wyjeżdżałem. Potem pomyślałem, że skoro nawet samochody dajemy na przeglądy, czemu ja nie miałbym odpoczywać? Nauczyłem się. I co roku wyjeżdżam z rodziną. Uwielbiam wędrować po górach, poznawać nowe kraje.

— Ma pan czworo dzieci, ciągle nie było pana w domu. Żona miała ciężko.
— Żona to wielki skarb, ona prowadziła dom, wychowywała dzieci. Z wykształcenia jest pielęgniarką. Poświęciła siebie dla rodziny, dla domu. W wieku 45 lat poszła na studia, spełniła swoje marzenie. Mając pięćdziesiątkę, obroniła pracę magisterską.

— Co by pan zmienił w regionie?
— Jakiś czas temu wracałem z Alp. Przejechałem samochodem jednego dnia 1400 kilometrów. Najgorszy był odcinek w Polsce. Przez te nasze drogi. Są straszne, nie tylko na Warmii i Mazurach.
Beata Brokowska

Ambasador polskiej gospodarki
Janusz Skowroński, prezes firmy Tewes-Bis w Barczewie. Laureat wielu konkursów. Dostał m.in. tytuł „Agroprzedsiębiorca 2009”, „Ambasador polskiej gospodarki”, Menedżer Warmii i Mazur 2006. Jego firma jest liderem w zdobywaniu pieniędzy unijnych w regionie m.in. na innowacyjność. Sponsor olsztyńskiego AZS-u, fundator nagrody dla najlepszego studenta ekonomii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
 
07-04-2010
Design & CMS Galindia